Rozmowa z „dawcami organów”

„Dawcy organów” tak są nazywani szaleni motocykliści gdzie dla nich pisk opon i palenie gumy jest na porządku dziennym.

Do tego dochodzą popisy w postaci jazdy bez trzymanki czy na jednym kole,  są urządzane nielegalne wyścigi  a wszystko tylko po to żeby się popisać i poczuć dodatkową adrenalinę .

Rozmawiam z młodymi ludzi co zgodzili się porozmawiać anonimowo i opowiedzieć co nie co, mają motory dość szybkie i jak sami mówią , lubią tę adrenalinę i wiatr we włosach .

Co  wy na to jak się określa motocyklistów „dawcy organów” ?

-Denerwuje mnie takie określenie, organy motocyklistów po wypadkach mają poważne uszkodzenia mechaniczne i nadają się jedynie do pochówku lub kremacji. Ktoś sobie tak wymyślił że z nas po wypadku mogą wziąć narządy – nic bardziej głupiego.

Ale prawda jest taka że przez swoją głupotę (nie zawsze) i niebezpieczną jazdę giną ludzie.

-Można nas podzielić, jak każdą inną część społeczeństwa, są wśród nas zwolennicy „ścigaczy”, „czoperów” czy „enduro”, są żółtodzioby i stare wygi, są dzieciaki i pierniki, są ludzie mądrzy, ale i półgłówków nie brakuje.

-Nie można mierzyć jedną miarą wszystkich motocyklistów, to tacy sami użytkownicy dróg jak inni kierowcy – jedni jeżdżą poprawnie a inni szaleją. Normalni motocykliści to ludzie z wielką klasą, poważni, odpowiedzialni ludzie, szczególnie ci zrzeszeni w klubach.

-Taki co się chce wygłupiać i popisywać na pewno nie zapisze się do żadnego klubu .

A jak Wy byście się ocenili do jakiej grupy się zaliczacie ?

-Powiedzmy tego dużego ryzyka balansującego na krawędzi.

Statystyki KWP potwierdzają, że od trzech lat liczba wypadków z udziałem motocyklistów nie spada.

-Są filmy pokazujące wyczyny innych , popisy , prędkość szpan na motorze .

-Ścigacze to szybkie motory a przecież czoperem nie da się tak popisywać .

-Wszystko zależy na jakim sprzęcie się jeździ,  duża część motorów nie ma nawet badań dopuszczonych do ruchu bo są nielegalnie przerabiane .

-Nie ukrywamy że każdy chce być lepszy od takiego z filmu .

-Wiesz jaka frajda jest zwiać policji .

Znacie ludzi  co im się coś stało?

-Kolega z którym czasem jeździliśmy zginął w 2011 roku na ul.Lipowej (Lublin) . Ustawiliśmy się z kilkoma z nas że pojedziemy za miasto po świrujemy trochę .

Była niedziele dosyć ciepło początek sezonu bo to był kwiecień , i aż chciało się poszaleć .

Samochód zajechał mu drogę bo skręcał , ale jego wina też była bo jechał naprawdę szybko . Pewnie się popisywał bo po drugiej stronie ulicy jest centrum handlowe i z pod świateł można nieźle „dać ognia”  . Pojechaliśmy wtedy sami , nikt nie wiedział co się stało . Dopiero za jakieś kilka godzin dotarła do nas wiadomość.

Smierc_motocyklisty_droge_5134186 Smierc_motocyklisty_droge_5134181 Smierc_motocyklisty_droge_5134183 Smierc_motocyklisty_droge_5134184zdjęcia PAP

-Na skrzyżowaniu ulic Paderewskiego i Śliwińskiego w Lublinie kumpel miał więcej szczęścia miał tylko złamaną rękę i nogę .

-Leżałem kiedyś w szpitalu na jednej Sali z gościem co go karmili przez nos, też był po wypadku .

Patrzyłem na jego męczarnie i cierpienie , ale jak widać nastawienie do motorów nie zmieniło tego.

-Rok wcześniej wynalazłem sobie motocykl Kawasaki. Kolega pojechał po niego, chciał mi zrobić przysługę. Wracał do mnie  swoim motocyklem i na osiedlu przy bloku uderzył w reklamę i zginął na miejscu. Tę śmierć przeżyłem szczególnie mocno. Nie mogłem uwierzyć, że nigdy w życiu już z nim nie porozmawiam, nie pojedziemy razem.

Pojechałem za jakiś czas w to miejsce , popłakałem się  dobrze że miałem kask nie było widać że my też nie jesteśmy tacy twardzi.

-Miałem tak zwaną „ninję” czyli Kawasaki ZX6R , to był 2 motocykl mój , jeździłem a właściwie szalałem nie mając prawka. Kiedyś kolega pożyczył mi taki firmowy kombinezon jak mają np. na GT , ale kosmos był, chciałem dopiero się popisać i dać w gary . To był dosłownie ułamek sekundy a nawet jeszcze szybciej z samochodu prze de mną co jechał ktoś wyrzucił butelkę plastikową po napoju. Jechałem na jednym kółku , musiałem położyć motocykl na lewą stronę . Sunąłem dupą po asfalcie  kilka naście dobrych metrów , potem uderzyłem w samochód. Zrobiło się ciemno i błogo , ocknąłem się w szpitalu . Najpierw widzę dużo czegoś białego jak anioły,  pytam się gdzie jestem w niebie ? Na to pielęgniarka odpowiedziała , niestety, nie, jest pan w szpitalu. Znowu zemdlałem oprzytomniałem dopiero jak  wbijano  mi sączek do płuca, złamanych miałem 7 żeber , dwie ręce , nogę . Ból, jak wszyscy diabli. Liczenie godzin do następnej dawki leku przeciwbólowego . Nauka chodzenia , nigdy tak nie cierpiałem . Moja dziewczyna była przy mnie codziennie, dbała o mnie, przez 6 miesięcy się rehabilitowałem. A potem? Potem wyszedłem ze szpitala i wsiadłem na motocykl kolegi, chciałem zobaczyć, czy boję się jeździć. Dałem radę, chociaż  bolało mnie wszystko, nawet włosy i paznokcie, ale pojechałem. Postanowiłem- okej, dałem radę i już wiedziałem, że będę jeździł dalej. Kupiłem motocykl, wyremontowałem go. Dziewczyna pytała – po co ci to? A, tak, żeby wyremontować i sprzedać – odpowiadałem. I rzeczywiście motocykl sprzedałem. Ale kupiłem następny.

Byliście na pogrzebie jakiegoś motocyklisty ?

-W czasie powiedzmy kilku sezonów byłem na 11 pogrzebach w Polsce.

Paskudne uczucie . Myślisz i przypominasz sobie jak razem się jeździło ile lasek było w szoku z popisów i ile do ciebie się uśmiechało . Nagle widzisz jak trumna jest opuszczana do dziury w ziemi i ciągle w uszach słowa księdza że to był młody człowiek i miał całe życie przed sobą .

-Ciary przechodzą każdego jak są na pogrzebie ludzie z motorami , jak ostatni raz przy grobie odpalą je i słychać ten ryk silników …

Widzisz teraz zapłakane dziewczyny co wcześniej piszczały gdy się człowiek popisywał . Rodzina płacze, koledzy motocykliści stoją z głowami spuszczonymi w dół,  wstyd ją podnieść bo ludzie aby o nas gadają „dawcy organów, szaleńcy ,wariaci, nienormalni itd. „

-Każdy tragiczny wypadek od razu na różnych forach jest głośno komentowany.

Nic pogrzeb Was nie nauczył ?

-Co może nauczyć , w każdym miejscu może człowiek zginąć nie musi wcale jechać na motorze .

Codziennie jeżdżę do pracy obok miejsca, w którym zginął jeden z moich kolegów, mimo że staram się w to miejsce nie patrzeć i tak je widzę . Ale to nie znaczy, że z tego powodu rzucę motocykle w diabły.

Porozmawiajmy o wypadkach , ludzie twierdzą że to przez waszą wariacką jazdę ginie tyle ludzi na motorach .

-Nie w każdym wypadku jest od razu winny motocyklista, ludzie w samochodach też potrafią nie zjechać czy wymusić pierwszeństwo .

-Co roku ginie wielu ludzi na motocyklach i co roku ginie wielu w samochodach. Sam jeżdżę autem i motorem i żyje, a na motorze się nie oszczędzam… Bo po prostu trzeba wiedzieć kiedy przypier…, kiedy na koło wejść i kiedy można to można i prawda jest taka że na motorze myśleć trzeba nie tylko za siebie ale też za innych i jeśli ktoś tak nie myśli… to tylko kwestia czasu. Są też jak w każdym życiu błędy czyjeś nie zależne od ciebie.

-Muszą też statystyki pamiętać że polskie drogi są dalej dziurawe jak dobry ser .

-Kolega kiedyś ścigał się z jakimś innym na motorze, było to już za miastem . Wyprzedzał kilka samochodów , jeden z samochodów chciał chyba też wyprzedzić . Kumpel wpadł czołowo pod Tira , urwał rękę a głowa jego była zmiażdżona . Nie szło go podobno zidentyfikować .

-Znajomy mi opowiadał że kiedyś się założyło dwóch małolatów na motorach kto się rozpędzi bardziej i bliżej wyhamuje ściany … Podobno wygląd był nie ciekawy jednego z nich .

Został na ścianie , coś mu się pewnie pomyliło albo coś zawiodło .Głowa była wbita w kręgosłup kilkanaście centymetrów , a krew rozbryzga na kilkunastu metrach ,coś mu tam jeszcze nawet urwało chyba rękę …

Tak się zastanawiam czy to co robicie i jak to robicie, to wariactwo jest czy jesteście po prostu szurnięci.

-Czy jesteśmy szurnięci? Na pewno. Kto normalny mknie po ulicach na motocyklu 200 kilometrów na godzinę. Ale taki jestem i już. A jak kiedyś polegnę, to chciałbym na moim grobie mieć motocykl.

 Bo w niebie, po chmurach będę szusował na jakimś wielkim, wyścigowym, zielonym diable.

Nie mniej chciałem Wam wszystkim podziękować za rozmowę , być może ktoś trochę odpuści …
Rozpędzić się jest łatwo, ale zatrzymać można nie mieć okazji…

Reklamy

Sylwester w Lublinie

Zabawę rozpoczął po godz. 22 zespół Teksasy, a po nim wystąpił zespół Bracia.
Kilka minut po północy rozpoczął się koncert Budki Suflera.
Według policji w zabawie uczestniczyło blisko osiem tysięcy osób.
Łączny koszt sylwestra w Lublinie to około 370 tysięcy złotych.
163 tyś. złotych zainkasuje Budka Suflera , Bracia ponad 40 tyś. złotych oraz Teksasy około 10 tyś. złotych.
Wszyscy artyści grali na żywo.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.