Cavaliada Lublin 2018

Przez cztery dni Lublin jest prawdziwą stolicą polskiego jeździectwa. I nie tylko polskiego. W zawodach z cyklu Cavaliada Tour bierą udział zawodnicy z 14 państw.

Publiczność w hali Targów Lublin nie może narzekać na brak wrażeń.

Zawodnicy będą zmagać się w wielu kategoriach, jak skoki przez przeszkody, powożenie zaprzęgami czterokonnymi, czy ujeżdżanie.

Zawody potrwają do niedzieli.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Cegielnia – Hard Enduro

Stara cegielnia posłużyła teraz za miejsce doskonalenia jazdy terenowej, a tak na serio to Hard Enduro tor offroadowy.

Wyburzono kilka ścian, zrobiono dziury w ścianach żeby zawodnik na motocyklu mógł przez nie przejechać. W lecie można nawet pojeździć po dachu budynku, przejechać przez specjalnie zbudowaną kładkę która prowadzi do dziury w ścianie gdzie zjeżdża się w dół budynku a tam między byłymi pokojami, po korytarzach i różnych zaułkach można szkolić się i czerpać porcję adrenaliny.

W Wierzchowinie koło Żółkiewki bo o tej cegielni mowa jest tor do motokrosu, jest Hobbitówka czyli miejsce noclegowe na 20 osób gdzie można się zatrzymać na dłużej i przenocować. Można  wziąć udział w obozie przetrwania SurvivalCamp czy nauce strzelectwa bo również jest tam strzelnica. Na tym obiekcie znajdziecie tory do Hard Enduro, Super Enduro, Cross Country, Motocrossu oraz tor dla samochodów 4×4.

Oprócz rozgrywających się już od kliku lat zawodów takich jak chyba jedno z najważniejszych imprez offroadowych na terenie wschodniej Polski „Noc 4×4”, można wziąć udział w zawodach listopadowego Horror Enduro.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Miejsce dostępne dla każdej osoby pełnoletniej która posiada już jakieś doświadczenie i posiada sprawny motocykl enduro/cross bądź inny pojazd terenowy

Damian Bogucki, zawsze marzył o stworzeniu takiego miejsca. Do cegielni przyjeżdżają miłośnicy rajdów samochodowych i enduro z całej Polski. Są zawodnicy którzy przyjeżdżają szkolić się i trenować bo jak twierdzą tor jest dość trudny i wymagający i najważniejsze że można spotkać się ze znajomymi i w formie zabawy konkurować między sobą.

W środku cegielnia to prawdziwe Hard, tam nie ma szybkości za to jest technika, refleks i koncentracja. Wszystko ma się odbywać bardzo bezpiecznie. Są miejsca do przejazdu dość ciasne i kręte ale i są gdzie można się wybić w górę i przelecieć kilka metrów.

To miejsce do aktywnego wypoczynku, jak też zorganizowania eventu firmowego czy szkolenia związanego z motoryzacją.

I targi terrarystyczne w Lublinie

Terrarystyka – dziedzina wiedzy, o trzymaniu i hodowli egzotycznych zwierząt. Zajmująca się zarówno budowaniem i urządzaniem terrari w celu zapewnienia optymalnych i komfortowych warunków trzymanych w nim zwierząt i roślin.

To tak w skrócie co to jest terrarystyka.

Jeżeli dla Ciebie to tylko robak lub obrzydliwy pająk, to dla innych to coś więcej.

To pasja i hobby oraz nauka w jednym.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na targach oprócz kupienia zwierząt egzotycznych oraz wyposażenia terrarium dowiemy się czym karmić czy potrzeba więcej światła w nocy czy w dzień dla danego gatunku.

Czy gatunek jest aktywniejszy w nocy czy w dzień, czy musi mieć miejsce zacienione czy dobrze nasłonecznione.

Na te i inne pytania można się dowiedzieć podczas Lubelskich targów.

Robert Miśkowiak wygrał Puchar Nice PLŻ

Około 2 tysiące wiernych fanów czarnego sportu zasiadło na trybunach by zobaczyć Finał Pucharu Nice PLŻ.

Wystartowali w nim najlepsi zawodnicy zaplecza PGE Ekstraligi.

O końcowych wynikach większości wyścigów decydował moment startowy oraz ewentualnie rozegranie pierwszego łuku. Trzeba dodać że zawody były bardzo wyrównane i bardzo rzadko się zdarza żeby zawodnik z 11 punktami po zasadniczej rundzie wygrał turniej.

Drugie miejsce zajął Hans Andersen, natomiast trzecie – Tomasz Gapiński.

Zwycięzca zgarnął 5 tysięcy złotych.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Następne zawody to test mecz reprezentacji Polki i Dania który odbędzie się 2 września o godzinie 20:00.

Klasyfikacja indywidualna:

  1. Robert Miśkowiak (Orzeł Łódź) – 14 (1,3,2,3,2,3)
  2. Hans Andersen (Orzeł Łódź) – 12 (0,2,3,2,3,2)
  3. Tomasz Gapiński (Orzeł Łódź) – 11+3 (3,2,1,2,2,1)
  4. Paweł Miesiąc (Kolejarz Opole) – 9+2 (2,3,0,3,1,t)
  5. Sebastian Ułamek (Eko-Dir Włókniarz Częstochowa) – 9+1 (2,1,3,0,3)
  6. Magnus Zetterstroem (Renault Zdunek Wybrzeże Gdańsk) – 9+0 (3,3,2,1,w)
  7. Bjarne Pedersen (Polonia Piła) – 9 (3,1,1,3,1)
  8. Patrick Hougaard (Speedway Wanda Instal Kraków) – 8 (2,3,0,0,3)
  9. Wadim Tarasienko (Polonia Piła) – 8 (1,0,3,2,2)
  10. Dawid Lampart (Stal BETAD Leasing Rzeszów) – 8 (2,1,2,1,2)
  11. Andrzej Lebediew (Lokomotiv Daugavpils) – 6 (1,d,1,1,3)
  12. Grzegorz Walasek (Speedway Wanda Instal Kraków) – 5 (0,2,3,d,w)
  13. Mirosław Jabłoński (KSM Krosno) – 5 (0,0,1,3,1)
  14. Daniel Jeleniewski (Eko-Dir Włókniarz Częstochowa – 5 (1,2,d,2,0)
  15. Oskar Fajfer (Renault Zdunek Wybrzeże Gdańsk) – 4 (3,1,0,0,0)
  16. Jakub Jamróg (Orzeł Łódź) – 3 (0,2,1,d)
  17. Joonas Kylmaekorpi (Lokomotiv Daugavpils) – 0 (0,-,-,-,-)
  18. Maksim Bogdanow (Lokomotiv Daugavpils) – 0 (wycofał się)

Baraż (dla zawodników z miejsc 3-6)

Gapiński, Miesiąc, Ułamek, Zetterström

Finał

Miśkowiak, Andersen, Gapiński, Miesiąc (t)

Lubelska odsłona Cavaliady

Sportowe zmagania sobotniego dnia rozgrywane były przy całkowicie zapełnionych trybunach.
W konkursie wzięło udział 74 jeźdźców, natomiast do rozgrywki zakwalifikowało się 22 z nich. Zawodnicy pokonywali 8 przeszkód, oddając 10 skoków na wysokości 120 cm. Najszybciej parkur pokonała Olimpia Wołodkowicz na 15-letnim koniu Granit, co zagwarantowało jej zwycięstwo. Drugie miejsce zdobył Bartosz Goszczyński na 6-letniej klaczy Afira Z. Katarzyna Trojańczyk dosiadająca klaczy Valencia 88 uzyskała trzecią lokatę.

Cavaliada

W konkursie Średniej Rundy CSI 2* pod patronem Prezesa Polskiego Związku Hodowców Koni, zawodnicy walczyli o nagrodę Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych. Wysokość przeszkód wynosiła 135 cm. Na parkurze można było zobaczyć najlepszych zawodników m.in. z Polski, Litwy, Łotwy, Szwecji, Kirgistanu. Pierwsze miejsce w konkursie zajął Jacek Zagór dosiadający 8-letniego wałacha Cuidam De Vrendt. Drugi najlepszy przejazd należał do Aleksejusa Timofejevasa zawodnika z Litwy, który dosiadał konia Italo Van’t Dauwhof. Ostatnie miejsce na podium wywalczyła zawodniczka z Polski, Anna Szary Ziebicka na wałachu Norton.

Wojciech Wojcianiec na koniu W NACCORD MELLONI zajął pierwsze miejsce w konkursie Speed&Music pod patronatem Prezydenta Miasta Lublina, o nagrodę Prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich, pod patronatem Radia Eska. Drugi był Maksymilian Wechta na QUINCHELLA, trzeci Hubert Kierznowski i NEVER MIND 22.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W konkursie o nagrodę firmy Volkswagen Autohaus Otto wystartowały cztery zaprzęgi, Na pudle stanęli, w kolejności, Sebastian Bogacz z końmi Parys i Centauria, Jakub Szczepaniak a także Adrian Kostrzewa. Była to już druga rywalizacja w ramach II eliminacji Halowego Pucharu Polski w Powożeniu zaprzęgami parokonnymi. Pozycję lidera utrzymał Rafał Wojtacha, natomiast na drugim miejscu uplasował się ze startą jednego punktu Adrian Kostrzewa.

W Lublinie rywalizowali dziś też mali jeźdźcy w dwóch konkursach Cavaliady Future pod patronatem firmy Torpol, o nagrodę PKO Bank Polski. W pierwszym z nich w kategorii mini rozgrywanym na wysokości 65 cm, wygrała Lea Nuber na Fasolce. Tuż za nią Laura Łapińska na Frankenhoeh’s Mylord. Na trzecim miejscu uplasowała się Dominika Henzel i Bello. W kategorii midi z przeszkodami maksymalnie 80 centymetrów, zwyciężyła Alicja Tomaszewska na Novelli PP. Na drugim miejscu uplasowała się Gabriela Kozłowska na Be My. Sara Patejko straciła do niej 0.23 sekundy, co dało trzecie miejsce. Dzieci walczyły też w sztafecie ze znanymi dorosłymi zawodnikami. Wygrała trójka w składzie Dominika Henzel na Bello, Aleksandra Osuch na Jacobie, oraz Łukasz Brzóska na Carrera SJ. Drugie miejsce należy do zespołu spod znaku Wenus – Elizy Zawadzkiej na Ferrari, Dominiki Siudzińskiej na Cynamonie oraz Aleksandry Kozaneckiej na Suewinds Amanda. Natomiast trzecie miejsce zajęły – Lea Nauber na Fasolce, Wiktor Larkowski na Nota oraz Gabriela Kozłowska na Be My.

Równocześnie z zawodami sportowymi odbywa się Cavaliada Show i targi sprzętu jeździeckiego.

Ile jest piwa w piwie?

Poszedłem ze znajomymi do jednego z lubelskich pubów na piwo. Jako że lubię ten złocisty napój, postanowiłem spróbować nowych mniej znanych marek. To, że z jednego kilograma szynki robią dwa kilogramy, to już wiemy, a jak jest z piwem, co w nim tak naprawdę jest?

Kupując piwo i czytając etykietę najczęściej nie widzimy słowa chmiel. Możemy natomiast znaleźć inne wynalazki, które znalazły się w piwie: słód jęczmienny, cukier, syrop skrobiowy, kwasek cytrynowy, różne aromaty. A wszystko, dlatego że wielkie koncerny, nie tylko w Polsce, nie przestrzegają norm i nawet własnych recept na produkcję tego złocistego napoju.

Można znaleźć informacje, że ponad 30 proc. skontrolowanego w Polsce piwa ma za mało słodu, a to jest błąd w procesie produkcyjnym, zwany oszczędnością. Za mało też jest alkoholu i za dużo cukru, co wpływa niestety też na oszczędności.

Screenshot_4

Proces warzenia piwa jest długi i dość skomplikowany. Można je, co prawda zrobić nawet w domu, ale do produkcji masowej czasem browary stosują różne mniej znane produkty, jak np. żółć bydlęcą, co daje specyficzny gorzki smak. Kilka lat temu były kontrole browarów. Nigdzie nie ujawniono oficjalnie, że wykryto żółć w piwie, ale kary na niektóre browary się posypały.
Czy żółć w piwie to mit? Ktoś, kto pracuje w browarze, wie najlepiej, co jest dodawane i jaki skład ma piwo.

Większość ludzi nie obchodzi smak ani jakość piwa. Wydając 2–3 złote nie oczekujmy, że będą tam spełnione wszystkie normy, jakie powinno spełniać piwo. Dodawanie sztucznych enzymów daje skróconą fermentację, a więc i przyspieszoną produkcję piwa i oczywiście to, że piwo jest tanie. Koncerny produkujące piwo niechętnie podają skład, zasłaniają się własnymi recepturami.

Moim zdaniem, Polacy maja najbardziej bezsmakowe piwa, w dodatku jeszcze marnej, jakości. Mówi się, że to „księgowy warzy piwo”.

Jeżeli zamiast dwóch miesięcy piwo leżakuje dwa tygodnie i ludzie je kupują, to się sprzedaje to, dlaczego nie urwać jeszcze np. jednego lub dwóch dni z leżakowania dwutygodniowego, przecież się nic nie stanie. Słód zastąpić kukurydzą i jeszcze znacznie obniżyć koszty? Też się nic nie stanie. Piwo ma mieć przysłowiowe „wolty”, żeby po wypiciu „poczochrało beret” i tyle. Po co więcej? Wyprodukowane np. w Holandii czy Danii różni się znacznie od tego wyprodukowanego u nas w kraju, mimo ze ma te samą nazwę.

Zacytuję znalezioną w Internecie opinię: „Sęk w tym, że producenci piwa zgodnie z prawem mogą używać i syropu glukozowego i grysiku kukurydzianego i nawet cukru. Co więcej, zgodnie z prawem nie muszą o tym pisać na etykiecie. Dlaczego? Bo żaden z tych składników nie jest alergenem”. Tak było napisane po różnych kontrolach browarów w Polsce.
Czy ktoś kupując piwo patrzy na etykietkę i sprawdza ile jest w nim ekstraktu? A przecież dla prawdziwego piwosza jest to najważniejsza informacja.
W pubie kupiliśmy piwo beczkowe. Znając smak tego piwa postanowiliśmy sprawdzić, czy różni się od tego z butelki.
Po spróbowaniu piwa, zapytaliśmy kelnerki czy aby to jest na pewno ta sama marka piwa, bo smakowało inaczej od tego w butelce. Odpowiedź była taka, że na 100 proc. to piwo, które zamawialiśmy. Kolega zapytał się, kiedy beczka z tym bursztynowym napojem była otwierana. Jak wiadomo, wszystko ma swoją datę do spożycia, otwarta beczka też.

Tutaj kelnerka poległa, bo, mimo że pytała różne osoby, w tym kierownika, nikt nie wiedział albo nie chciał powiedzieć, kiedy beczka została otwarta. Piwo po prostu skisło. Na nasze szczęście oddano nam pieniądze i przeproszono.
Czy zdarzyło się komuś kupić piwo i poczuć, że coś jest z nim nie tak?
Zazwyczaj tego nie zgłaszamy, bo ktoś nam powie, że to taki smak ma mieć piwo, a my sami wydziwiamy. Czy ktoś wie, że nie należy wycierać kufli czy szklanek, w których podaje się piwo, a trzeba je suszyć? To są takie małe niuanse, ale wpływają znacznie, na jakość i smak piwa.

Można się czepiać jeszcze różnych kwestii, nawet takich, że producent zapewnia nas, że receptura warzenia jest niezmienna od 1900 roku. Że woda użyta do produkcji jest z polskich gór itd. Tylko, że nikt nie słyszał np. żeby dodawać w 1900 roku różne zamienniki.

Dopóki koncerny będą mieć zasadę wyprodukować jak najtaniej, za to sprzedać jak najdrożej, nazwa piwo powinna być zastąpiona na produkt piwo-pochodny.

Coraz częściej spotkać można małe browary regionalne, gdzie produkuje się dobre piwo. Szkoda, że boimy się kupować czegoś jeszcze nieznanego. Mimo wszystko wolę zapłacić ponad 10 zł za kufel dobrego piwa, niż wypić piwo-pochodny napój za 2 zł.

Zdaję sobie sprawę, że dobre piwo ma prawo kosztować dużo i nie każdego na to stać. Ale sama nazwa PIWO powinna odnosić się do prawdziwego składu piwa, a nie „siuśków”.

Czy polskie konsorcja traktują nas, jako „moczymordy”, których nie interesuje, co piją tylko, jak szybko „urżną się w trupa”?